Czytasz posty wyszukane dla zapytania: Matematyka Plan rozwoju zawodowego
Wiadomość
  sprawozdanie z planu rozwoju zawodowego
mam pytanie jak napisać sprawozdanie z planu rozwoju nauczyciela matematyki ubiegającego się o stopień nauczyciela dyplomowanego ale po nowemu
 
  przypadek?????
Twoje podejscie do zycia jest podobne do mojego,rowniez nie uznaje
boga,jestem ateista.Jezeli chodzi o funkcjonowanie tego bytu to zgadzam sie
z Diderotem,uwazam,ze swiatem rzadzi przypadek zgodnie z teoria fatalizmu
losu.Piszesz,ze czlowiek nie ma zadnego wplywu na przebieg zdarzen,mysle,ze
nalezaloby tutaj podzielic zdarzenia na dwie grupy:te na ktore czlowiek nie
ma zadnego wplywu(np.:rozwijanie sie wszechswiata zgodnie z teoria wielkiego
wybuchu) oraz takie wydarzenia i dcyzje na ktore wplyw posrednio ma
czlowiek(np.:decydowanie o swoim zyciu,losy naszej planety itd.)Przeczytaj
sobie fragment mojego e-maila
traktujacy o mysleniu logicznym :''Bardzo ciekawy problem tutaj
przytaczasz,lecz ja sie ze wszystkim nie
zgadazm...

Mimo tego wszystkiego, co powiedziales, myslenie logiczne prowadzi do
nieuchronnej zguby (moze tylko z wyjatkiem wywodow matematycznych). Spojrz
bowiem na przyslowiowa "nayczycielke zycia" (magistra vitae) - historie.


Moim zdaniem myslenie logiczne nie prowadzi do nieuchronnej zguby.Mechanizm
myslenia logicznego opiera sie na analizowaniu danej sytaucji,rozwazaniu
wszystkich mozliwosci.Te elementy konstruluja dopiero mysl logiczna.
Przed bitwa "cud nad Wisla" Pilsudski postapil tak i zwyciezyl bolszewikow.

Jasno ona nam dowodzi, ze wszystko, co osiagnelo sukces bylo kwestia
przypadku a wielcy tego swiata raczej nie postepowali logicznie. Tylko w
takich sytuacjach odnosili sukces.


Ty chyba nie rozrozniasz postepowania logicznego od myslenia
logicznego.Postepowanie jest wynikiem myslenia tu logicznego.Moim zdaniem
wielcy tego swiata mysleli logicznie tylko zabraklo konsekwencji w ich
postepowaniu logicznym.
Czyz nie mam racji;zastanow sie i odpisz mi na pytanie jak rozumiesz relacje
miedzy mysleniem a postepowaniem logicznym !?

Niemal kazda wielka bitwa, jaka sie na przestrzeni dziejow odbyla stala
sie slynna dlatego, ze jeden z dowodcow wlasnie nie myslal logicznie i
wykonal jakis calkowicie nielogiczny manewr, ktory okazal sie byc
zbawiennym.


Nie popieram tego argumentu.

Myslenie logiczne bowiem opiera sie na z gory ustalonych
schematach,


jeszcze masz racje ale...

ktore nie prowadza do zadnego odkrywczego stwierdzenia.


ale tutaj powiem stop.Myslenie logiczne polaczone z postepowaniem opiera sie
na -jak piszesz- ustalonych schematach,czyli na schematach
zmatematyzowanych,opisanych i znormowanych.Poloczenie tych schematow daje
czesto nowe efekty i wynalazki ! Najpierw  wynaleziono blache,potem
zbudowano z niej samochod a nastepnie tym samochodem odkryto nowa droge
(przyklad).To myslenie i postepowanie logiczne doprowadzilo do odkrycia
czegos nowego,ktos zaczal laczyc powyzsze schematy i osiagnal nowy cel !

Swiat
jest wypadkowa przypadkow i tylko takie rozumowanie przynosi rzeczywiste
efekty. Pomysl nad tym (inni zreszta tez moga).


Tak swiat jest splotem przypadkow=fatalizm losu Diderota;nie mamy wplywu na
nic (nic=swiat natury)
mamy natomiast czesciowy wplyw na nasze zycie (rozwoj zawodowy i rodzinny)
mamy wplyw na uczucia i przejmowanie pogladow od inych badz tworzenie
nowych.''

Powyzszy e-mail dotyczyl wplywu czlowieka na wydarzenia
Piszesz jeszcze,ze nie wiesz dokad zmierza czlowiek,moim zdaniem do
podtrzymania gatunku,podobnie jak zwierze,my zgodnie z pogladami
Laveya,satanisty,jestesmy zwierzetami.Nie ma sie co zastanawiac,po nas
przyjda nowe pokolenia,my jestesmy tylko czescia wielkiego planu matki
ziemi.
Pozdrawiam

Znow proszę o ratunek.    To juz tyle lat a ja czuje sie w tym wciaz tak
samo zagubiona, czysty absurd.
Nie jestem w stanie uwierzyc ( przepraszam- uznać za prawdopodobne)
istnienie boga, ktory zabawialby sie tworzeniem jakiegos calkowicie
bezcelowego zycia na Ziemi( nie mowie tutaj o zyciu jednostki), ktore o ile
mi wiadomo nie ma zadnego wplywu na "funkcjonowanie" wszechswiata.
To mi wyglada na chory przypadek piorunow walacych w prazupe.   Nic
ponadto.
A wiec dlaczego biegne? (juz nie pytam dokad).
prosze o odrobine nadziei w celowosc.


  Studiowanie fizyki

Otrzymales juz opinie zawodowego fizyka (mozesz polegac na jego opinii
- spotkalem sie juz z p.Sikorskim, zreszta sam fakt, ze pracownik
Univ. Gdanskiego poleca Warszawe o czyms swiadczy).

Chcialbym ci powiedziec, jak to wyglada ze strony meczonego - studiuje
fizyke i informatyke na Uniwersytecie Warszawskim(przyjechalem do Wwy
z Gdyni). Przez pierwsze 2 lata bedziesz musial sie pomeczyc ze
standardowymi problemami (co jest konieczne, bez znajomosci podstaw
nic nie zrobisz), ale nie tylko: nie ma zadnych przeciwwskazan, abys
nie chodzil na I roku na zajecia lat wyzszych. Ponadto jesli uwazasz,
ze wszystko umiesz z danego przedmiotu, nie musisz chodzic na zajecia
(ja na przyklad w ciagu calego I semestru nie bylem na ZADNYCH
cwiczeniach z analizy mat i z algebry oraz na ZADNYM wykladzie z
fizyki, analizy, algebry, analizy bledu pomiarowego ani astronomii -
po prostu przyszedlem na egzaminy i kolokwia i wszystko zaliczylem).
Istnieje podzial z przedmiotow na grupy A,B,C (C- najtrudniejsza),
nie wierze, ze sie tam niczego nie nauczysz.

Jesli juz teraz jestes z fizyki i matematyki bardzo dobry, polecam ci
pojscie na MisMaP (Miedzywydzialowe Indywidualne Studia Matematyczno-
Przyrodnicze), gdzie zdajesz egzamin z 2 predmiotow (np. matma i fiza)
i masz swobode w wybieraniu zajec na wszystkich kierunkach scislych
uniwersytetu, i to z kazdego roku. Masz opiekuna naukowego z
ktorym ustalasz program studiow, wiec mozesz wogole nie chodzic na
zajecia I roku, a zaczac od drugiego. Problemy sa dwa: latwo pominac
cos waznego (i miec "dziurawa" wiedze), poza tym ciezko sie dostac.

Gdybys studiowal na UW, radze sie zapisacna zajecia  na ICM
(Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Informatycznego i
Matematycznego) do dr Jana Herczynskiego prowadzacego zajecia z Metod
Matematycznych Mechaniki Kwantowej i Wstepu Do Analizy Operatora
Schrodringera, na Rownania Fizyki Matematycznej dr Pawla Strzeleckiego
oraz, o ile cie interesuje modelowanie w fizyce kwantowej, na zajecia
"Analiza numeryczna i problemy obliczeniowe nauk przyrodniczych" dr
Kerstin Kantiem oraz  "Wprowadzenie do modelowania matematycznego w
naukach przyrodniczych" prof Niezgodki. Poczytaj www.icm.edu.pl.

Ja osobiscie jestem na I roku Fizyki oraz Jednoczesnych Studiow
Matematyki i Informatyki UW, dodatkowo chodze na kupe zajec na ICM.
Na fizyce zaliczam I rok (mimo ze nie chodze na zajecia) i chodze na
zajecia lat starszych - w sumie mam kolo 60 h zajec tygodniowo, wiec
nie nudze sie, a mozliwosci rozwoju sa olbrzymie. Moje plany to tez
fizyka kwantowa.

Poza standardowymi studiami w W-wie mozna wyjechac na polroczne
stypendium do Wolnego Uniwerytetu w Amsterdamie, a w wakacje do DESY
kolo Hamburga i do CERNU (wiadomo gdzie).

Podsumowujac: poziom jest wyzszy niz przypuszczalem w najsmielszych
marzeniach, ale to zobowiazuje - jest BARDZO ciezko, ale warto sie
meczyc. Jesli chcesz cos osiagnac nie licz jednak na spanie po nocach.
Ale bardzo polecam - nie znam osoby, ktora by przyjechala do W-wy na
MISMaP lub Fizyke i sie zawiodla (a 90% studentow to przyjezdni), a
towarzystwo jest wyborne - z fizyki chodze do grupy C, w ktorej sa
prawie sami laureaci i finalisci olimpiady fizycznej.

Gdybys mial jakies pytania, napisz.

Konrad Wawruch

  Armia zawodowa a armia z poboru

Tzn. co jest lepsze jakość czy ilość - w przypadku armii na współczesnym
polu walki.


    Oba współczynniki.

    Najlepszym wyjściem jest trójpodział:

    (1) Armia zawodowa, dla naszego kraju rzędu 100 000 żołnierzy wszystkich
sił zbrojnych. Państwowa praca, 5 letni podstawowy kontrakt z określonymi
gwaracjami dotyczącymi ubezpieczenia, emerytury, miejsca zakwaterowania
podczas służby, także miejsca pracy dla rodziny (np. zniżki w ZUSie dla
pracodawców zatrudiających członka rodziny wojskowej) i - co nie mniej
ważne - perspektyw rozwoju kariery w 5 letnim planie (pod warunkiem
spełnienia pewnych wymagań, tak jak w każdej firmie, najsłabszym nie
przedłuża się kontraktu, zachęta do zdrowej rywalizacji, motywacje finansowe
i inne). Generalnie podniesienie prestiżu zawodu, szczególnie oficera (broń
służbowa dla każdego, jako swoisty symbol, w końcu do kogo, jak do kogo, ale
do potencjalnych obrońców Ojczyzny trzeba mieć zaufanie. Tym większa
anatema, gdy je utracą).

    (2) Oddziały Obrony Terytorialnej, zawodowa kadra oficerska i częściowo
podoficerska, ochotnicy służący weekendowo, wzywani od czasu do czasu na
większe ćwiczenia (raz na 3 miesiące), zasady działania uregulowane z
pracodawcami, niewielkie kwoty za działanie w OT, (nawet dla owych żołnierzy
OT - karabinek w domu, mundur w szafie), w razie konfliktu pełniący rolę
dowódców drużyn sił obrony lokalnej oraz uzupełnienia dla jednostek
liniowych. Niejako cień oddziałów regularnych z własnym komponentem ciężkim
(czołgami, BWP, samolotami, ppk, artylerią, śmigłowcami drugiej linii),
oddziałami specjalnymi etc. Formacja wykorzystywana do działań w związku z
klęską żywiołową, jako wsparcie policji (np. obławy, blokowanie ruchu). W
czasie wojny w zależności od typu pododziału działania antydyweryjne (no,
wiecie oddziały specjalne na tyłach), zabezpieczenia obiektów, druga linia
obrony etc. Z uwagi na rodzaj działań to właśnie z OT widziałbym oddziały do
zadań tzw. "peacekeeping", bo regularna armia bynajmniej do tego się nie
nadaje i wykorzystywana być nie powinna.

    (3) Obywatel po obowiązkowym 3-6 miesięcznym przeszkoleniu wojskowym -
nawet sugerowałbym rozciągnięcie owego obowiązku na kobiety, w końcu mamy
równouprawnienie i panie w armii. Podstawy działania, musztra, dyscyplina,
powiązania lokalne (w końcu służy się z sąsiadem!) obsługa
najpopularniejszej broni małokalibrowej, wsparcia, może coś z lekkiej
artylerii (moździerz), silna zachęta do wstąpienia do OT, albo regularnej
armii. Rozsądnie powiązane z pracodawcami oraz z służbą zastępczą (bo w
końcu nie każdy chce "uczyć się zabijać").

    Tyle moich pomysłów.

                       pozdrawiam,
                                      REMOV

               "Uczcie ich polityki i wojny, by ich synowie mogli studiować
                medycynę i matematykę, a wnuki miały prawo zajmować się
                poezja, muzyka i architektura..."
                                                               [John Adams]

 
  Prezentacja sytuacji w PKP Cargo
Beznadziejnie czyta się wszelkiego typu autoreklamy z wizerunkiem twarzy Wielkiego Brata
- Idziemy w takim to, a takim kierunku ( przepisane żywcem z planów rozwoju kolei)
- będziemy kupować niemiecką firmę, a może raczej podejmiemy z nią współpracę ( pewnie na zasadzie przekazania pakietu większościowego),
- jesteśmy zdeterminowani...ble, ble, ble,
- jest nam ciężko z powodu wieloletnich zaniedbań i kryzysu ( a może raczej nieudolności, niekompetencji)
- wprowadziliśmy plan oszczędnościowy (głównie i największą determinacją kosztem szeregowych pracowników),
- zmieniamy się w operatora logistycznego ( ooooo, do tego to jeszcze trochę... wątpię, żeby za kadencji Wielkiego Brata:)
- będziemy przewozić więcej kruszyw ( może ? daj Boże !)
- i inne sraty taty, bo pracownicy doskonale znają realia i widzą jak wygląda gospodarka, zarządzanie, inwestycje....
To są bajdy dla Czarusia , Andrzejka i Henia ujęte w ładnie i profesjonalnie przygotowane wypowiedzi w celu otrzymania dotacji. Jak będzie kasa to się ją sprawiedliwie podzieli, głównie (jak do tej pory )między tych , którym jest ciężko, a są zdeterminowani.

A ja pozostanę przyziemnym, bez bujania w obłokach jak Wielkiego Brata Znów zafunduję Wam trochę matematyki ( tak jak przy wątku z premiami), żeby wykazać jak pokemony doją pieniądze z CARGO i jak wiele mogą jeszcze wydoić , biorąc pod uwagę fakt planowanych 9-miesięcznych odpraw dla odchodzących z firmy w ramach zwolnień grupowych.
JAK W KAŻDYM BUDŻECIE, ŻEBY BRAĆ PIENIĄDZE TRZEBA JE NAJPIERW WYPRACOWAĆ, A PREZES POSŁUGUJE SIĘ INNĄ, ODWROTNĄ EKONOMIĄ.
Na uniwersytetach amerykańskich takiej uczą ?

Oczywiście ostateczne ustalenia kwestii odpraw mogą być zupełnie inne, ale wówczas podstawicie sobie pod wzór inne kwoty, które i tak zobrazują sens owych przemyśleń.

SZEREGOWY PRACOWNIK
PENSJA – średnio 1600 zł Brutto
ODPRAWA-1600x 9 (pensji)= 14.400 zł brutto LATA PRACY W CARGO = 8 LAT (72 MIESIĄCE) ODPRAWA PODZIELONA PRZEZ ILOŚĆ PRZEPRACOWANYCH MIESIĘCY: 14.400: 72= dodatkowo 200zł miesięcznie za przepracowane lata ZATEM, ŚREDNIA PENSJA SZEREGOWEGO PRACOWNIKA ODCHODZĄCEGO Z CARGO WYNIESIE ŚREDNIO 1800 zł brutto (1600zł+ 200zł odprawy) za lata harówki dla firmy.
w przypadku szeregowych pracowników, kwoty średniej pensji z przed 8 lat mają się nijak do dzisiejszych pensji, więc należy przyjąć, że przyjęte kwoty będą przynajmniej 40% niższe.
1600-40%= 960 zł+200zł odprawy i wychodzi średnio:
1160 zł lub mniej + deputat weglowy + premia regulaminowa( średnio 300 zł)= 1460 zł brutto średnio miesięcznie za przepracowane lata

POKEMON
PENSJA –średnio 9.000 brutto
ODPRAWA - 9.000x 9= 81.000 zł brutto
ŚREDNIO PRZEPRACOWANE=1 ROK 5 MIESIĘCY ( 17 MIESIĘCY) ODPRAWA PODZIELONA PRZEZ ILOŚĆ PRZEPRACOWANYCH MIESIĘCY 81.000:17= 4.764,70 zł dodatkowo miesięcznie za naukę w Cargo S.A.
ZATEM, ŚREDNIA PENSJA POKEMONAODCHODZĄCEGO Z CARGO WYNIESIE ŚREDNIO 13.764,70 zł brutto (9 000zł+ 4.764,7zł odprawy) za naukę, eksperymenty i zrobienie bałaganu w firmie.
W przypadku pokemonów, te kwoty mogą być znacznie wyższe ale są realne, więc powtórzmy:
13.764,70 brutto miesięcznie lub więcej

Tą wyliczankę dedykuję wszystkim pracownikom, kierownictwu PKP S.A., parlamentarzystom, a w szczególności Związkom Zawodowym.
Związki Zawodowe pod przykrywką walki, tylko i wyłącznie o prawa pracownicze dają Zarządom i pokemonom możliwość przejedzenia największej części środków finansowych firmy.
Najlepszym przykładem stanowiska Związków jest fakt ,ze kontraktowym zabrano 5 procent wynagrodzenia, co przy 9000 pensji stanowi 450 zł , a szeregowym obcięto 70% premii , co relatywnie obniża ich marne wynagrodzenia o 10% Ciekawe jak wytłumaczą zabranie w marcu 2009r, premii szeregowym pracownikom, z pominięciem obniżenia uposażeń kontraktowym.
Zobaczymy również jak „nasze” Związki postąpią w sprawie odpraw dla pokemonów.
Można również wytknąć Związkom brak zdecydowanych zarzutów w stosunku do Prezesa po ogłoszeniu listy dodatkowych premii. Chodzi głównie o to, że Dyrektorzy i inni kontraktowi pracownicy zarabiają wystarczająco dużo, aby wykonywać swoją pracę rzetelnie, bez dodatkowego premiowania.
Ten stan rzeczy świadczy niezbicie o wyjątkowej pazerności ekipy prezesa , która nie miała skrupułów do przejadania funduszu premiowego szeregowych pracowników.

JEST ŹLE, ale pamiętajmy ,że ryba zawsze psuje się od głowy i kryzys nie ma tu nic do rzeczy.
To tylko kwestia prowadzenia szybkich, dostosowawczych zmian, przy
udziale doświadczonych, kompetentnych i właściwie wynagradzanych
pracowników.
Pracownik upokorzony finansowo, poddany mobbingowi, zastraszony, nigdy nie będzie właściwie i koleżeńsko współpracował z niekompetentną władzą.
Jak bardzo niekompetentną?
Wy, szeregowi pracownicy wiecie to najlepiej Pozdrawiam Was wszystkich, życząc dalszej wytrwałości i determinacji w demaskowaniu niekompetencji władz, będącej przyczyną zaniedbań i nieprawidłowości, którymi obarcza się szeregowego pracownika.
  Referendum
Witam!

Wiele pytań nie po to aby naprawdę pytać a szukać dziury w całym.

Na jedno - odpowiem - nieudana reforma szkolnictwa zmiotła w całym kraju szereg szkół zawodowych - sama likwidacja jednostki i utworzenie w tym miejscu innej nie jest zła pod warunkiem że nowa będzie lepsza od starej.
Był to nakaz ministerialny - ale w Gliwicach UM wyskoczył przed pochód - i liczba zlikwidowanych szkół jest udziałowo bardzo duża. Odeszli zaangażowani nauczyciele - specjaliści - zniszczono też - zdemolowano materialny wieloletni dorobek tych szkół - tego odtworzyć się nie da.
Przykłady dwa "z brzegu" Techniku Chemiczne i Mechaniczne" - miało laboratoria lepsze niż Pol.Śl., Technikum kolejowe - unikalna szkoła /były to szkoły wysokiego prestiży i jakości kształcenia - ale też wiele zawodówek. Dziś próbuje się odtwarzać niektóre np.: Liceum Ekonomiczne - ale skąd wziąć za takie pieniądze fachowców - zbiera się różne osoby które nie wyczerpują potrzeb stawianych w procesie kształcenia. Ci "starzy" to byli "fanatycy" żyli szkołą i dla szkoły - nowi - traktują to jako jakieś tam zajęcie. Różnica efektu szalona. To zniszczenia których na pierwszy rzut oka nie widać - ale pracownicy Pol.Śl. - nierzadko na matematyce uczą ułamków.

Wiem że wywód długi - ale jeszcze jedna rzecz - UM woli zatrudniać stażystów, licencjatów a nie mianowanych czy dyplomowanych - taka polityka - nastawiona na ograniczenie kosztów w krótkim czasie i generacji w długim jest szkodliwa nie tylko dla miasta ale dla tych młodych ludzi. Jak ma się do procesu kształcenia przyjęcie 35 osobowego zespołu klasowego jako normalny. W mieście więc nie stawia się na nasze dzieci - a ogranicza koszty.

Mógłbym i o innych tematach trochę napisać - np.: dlaczego w mieście są tak drogie działki budowlne - 250zł/m2 - to już nie rzadkość. A ile to terenów pod zabudowę przygotowało miasto? Niechęć, niemoc - a może komuś na tym zależy??
Na Kozielskiej miasto od 9 lat jest właścicielem 40ha działki w 2002 zapłaciło 400tys zabrzańskiej firmie za projekt osiedla - i od tego czasu obiecuje że uzbroi i sprzeda - nawet w tym roku w budżecie zaplanowało 5mln - i co - a no nic - sezon mija żyzne pole porastają chwasty. Dlaczego - przecież każdy kto logicznie myśli aby ściągnąć ludzi bogatych do miasta dawno by to zrobił - cały boom budowlany może nam przejść obok nosa a bogaci będą budować w okolicach G bo tam np.: w Kleszczowie czekają uzbrojone działki 2-3 razy tańsze.
W taki sposób zachęca przyjezdnych do osiedlania się??

Miasto sukcesu wygląda tak jak miasta które on ominął. Centrum G jest brudne, zapuszczone, mnóstwo "dziur" zabudowie - dotyczy to też terenów których jest właścicielem UM - o innych pisałem - więc uważny czytelnik czytał.

System rozwoju dróg - można nazwać niedorozwiniętym i co gorsza - w planach nie ma szybkiej poprawy. Przecież chyba nie ma w Polsce miasta 200tys w którym nie ma dróg z rozdzielonymi pasami ruchu - a przecież G to węzeł komunikacji kołowej.

Nowe Gliwice - boom na kształcenie byle czego przemija - wydano ogromne pieniądze na szkołę która nie znalazła się 300 rankingu Rzepy. Analiza rynkowa mówi że ilość miejsc na studiach jest znacznie większa niż młodzieży chętnej do nauki - efekt, gorsze szkoły nie mają naboru. I tak jest z naszą - koszt ogromny - efekt jakościowy mizerny - ilościowy też mizerny. Można by policzyć efektywność inwestycji - stopę zwrotu czy koszt wykształcenia jednego studenta na koszty poniesione w trakcie inwestycji i procesie kształcenia. Myślę że wyjdzie drożej niż na najdroższych studiach - medycznych - przy jak napisałem mizernej jakości. /Rzepa/

Komunikacja miejska - no cóż zakup nowych autobusów to nie wszystko - muszą mieć drogi - wczoraj 280 przyjechał z Zabrza 1h10 minut - zamiast 45 minut - to jest o ok.70% dłużej - i tak jest za zwyczaj. Ale mamy nowe autobusy. PKM - to firma z dużymi kosztami stałymi - z zorganizowanymi i nastawionymi roszczeniowo związkami - z pewnością przeżywać będzie trudne chwile konkurując z innymi prywatnymi przewoźnikami.
Reasumując - jeździ się coraz gorzej - a planów nie było i nie ma - a PF nie lubi T i nie chce ich rozwoju - /skandaliczny poziom wiedzy wykazał w referacie na temat rozwoju - kosztów, zanieczyszczenia środowiska - aż przykre Prof. Politechniki/

Jak wielu ludzi mieszkańców miasta czeka na mieszkanie komunalne lub socjalne - chyba 4000 - a UM szajka handluje przydziałami - to jest normalne?? Tak chcemy aby było?? Może niech któraś z tych osób powie coś na ten temat - zapewne "pochwali" działania UM.

Nie chce mnie się pisać - widzę złą wole w adwersarzu który nie zauważa rzeczy oczywistych - może nie celowo?
  Tusk jest gubernatorem UE na Polskę ??????????
. Bo czyż przemysłem można nazwać zbiór fiki - miki geszeftów, które działają głównie w sferze usług? A jeżeli nawet przyjąć, że ... zagraniczne montownie w Polsce są przemysłem, to ich centra naukowo badawcze zlokalizowane są ... tamże.„Rządy dbają” ... obawiam się, że wątpię, bo zwyczajnie nie muszą. W tym przypadku rzeczywiście działa ... rynek a raczej ... kasa

Właściwie postał już oddzielny temat i to kilkuwątkowy, a nie rady dla rządu, rządów raczej, bo dotyczy to okresu wieloletnego. Nawet o ile powstaną czy powstają "fikcyjne" plany naprawcze szkolnictwa, to i tak będą one weryfikowane i modyfikowane przez rzeczywistość i potrzeby gospodarcze i intelektualne.
Nauka zawodów czy przystosowanie ogólne dzieci i młodzieży do startu w życie dorosłe jest tak róznorodne, że można jedynie poprzez ogólne ich kształcenie właściwie tylko ukierunkowywać. I w tym zakresie są szkoły podstawowe, gimnazja i licea mające na celu ogólny rozwój młodego człowieka, nauczenia podstaw prawie wszystkich specjalności życiowych, zdobycia wiedzy ogólnej prawie o wszystkim, co każdy powienien wiedzieć. A jeżeli chodzi na przykład o matematykę czy historię lub literaturę, poznanie ich podstaw, a jako przedmioty obowiązkowe w niczym nie przydatne, i o ile nie budzące zainteresowania, stąd też ich poziom, w tym egzaminacyjny uwypukla podejście do nich młodzieży. Ponadto trudno jest wymusić nawet podstawowy ich poziom i zasób wiedzy w tym zakresie. Niemniej tym musi się zająć państwo, więc i Tusk i jego następcy. szkoda jednak że co rząd to zmiana mentalności i zmiana dla samej zmiany, dla "udawania", że się idzie i to we właściwym kierunku. Na tym szkolnictwo podstawowe cierpi, bo nie przystaje ani dla dorosłych, ani nie budzi zainteresowania i potrzeby wśód młodzieży.
Państwo też musi się zajmować szkolnictwm wyższym i naukowym jak róznież szkoleniem kadr wdziedzinach ogólnych, raczej nie powiązanych lub słabo powiązanych z dziedzinami życia, a głównie świadczące o poziomie nauki światowej. Na przykad jeżeli chodzi o szkolnictwo i poziom nauki w medycynie. Jest to dziedzina dość ogólna, nie ma specjalnych sponsorów, a również szpitale czy kliniki nie mają innych sponsorów, bo są dotowane ze skarbu państwa, jak również jest to obowiązek państwa.
Podobnie jest i powinno być ze szkolnictwem wojskowym. Szkolenie wojskowych to sprawa tylko MONu, ono wie najlepiej ilu i jakich specjalności wojskowych potrzebuje. Ale technika wojskowa, wyposażenie nie tylko zależy od wojska, bo poziom rozwoju przemysłu cywilnego też wpływa na wyposażenie i obonność kraju.

Więc Ministerstwo szkolnictwa zarówno niższego, jak i najwyższego musi być zarządzane centralnie. Ale zarządzanie centralne nie ma nic wspólnego z potrzebami przemysłu. Zawodu powinny uczyć zakłady zwłaszcza, że nie wymaga to wiedzy intelektualnej, a praktycznie tylko wykonawczej! I dlatego poddłem pomysł, aby zakłady nie przekazywały pieniędzy, pwien procent podatku obowiązkowego bezpośrednio do budżetu, który przedziela pieniądze na szkolenie zawodowe, a mogły w jakiejś tam części decydować, dokąd ich składka podatkowa i tak przeznaczana na szkolnictwo miałaby trafić. W ten sposób można by się pozbyć fikcji, że wszystkie np. technika w tym te potrzebne czy niepotrzebne otrzymywałyby jednakową ilośc pieniędzy na szkolenie, ale potrzebniejsze i lepsze technika miałyby i lepsze możliwości kształcenia i wyższy poziom nauczania, jak i również rozwijania tych kierunków szkolnictwa, które są całkiem nowe lub bardziej potrzebne.

I jeszczejedna sprawa. Zlikwidowano stocznie. Własciwie pozwalniano z nich ludzi, ale pomyślano o ich przekwalifikowaniu zawodowym z pwodu braku pracy w dotychczas przez nich wykonywanm zawodzie. Na to przeznaczono kilka miliomów złotych. I nie jest to wcale sprawa korupcyjna jakiegoś posła, bo tak byłoby, gdyby on nie był powiażany z tą "koniecznością" państwową! I na tym się kończy działalnośc państwowa. Ale to są pieniądze zmarnowane. No boczy można na kursach, w krótkim czasie, przyuczyć człowieka do jakiegoś zawodu, którego nie ma lub jest, tylko pracy nie ma? Nie ma sprawy. Niepotrzebne są dodatkowe pieniądze. Jeżeli jest bezrobocie, to bezrobotni sami się przyuczą do zawodu, w którym by mieli pracę!
Dla mnie takie szkolenia to wyrzucanie pieniędzy, nawet nie zasilki dla bezrobotnych, bo przy okazji rozwija się korupcję nawet w szkolnictwie.
  Czy powstanie śląska Dolina Krzemowa?


Sejmik Województwa Śląskiego zdecydował wczoraj o przekazaniu 20 milionów złotych na Śląskie Międzyuczelniane Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych (ŚMCEiBI). Ma powstać do 2012 r. w Chorzowie na terenie byłej jednostki wojskowej, tuż obok Drogowej Trasy Średnicowej.

Ten projekt to pierwsza od lat poważna inwestycja w infrastrukturę naukową województwa śląskiego. Centrum ma kosztować 104 miliony złotych. Inicjatorem jego powstania był Uniwersytet Śląski, który we współpracy z Politechniką Śląską, Śląskiem Uniwersytetem Medycznym, Centrum Onkologii, Głównym Instytutem Górnictwa, Instytutem Medycyny Pracy, Akademią Ekonomiczną i Akademią im. J. Długosza z Częstochowy chce stworzyć regionalne centrum kształcenia ustawicznego "na zamówienie".

Chodzi o to, żeby w zależności od potrzeb rynku, interdyscyplinarna uczelnia w Chorzowie kształciła młodych ludzi na studiach podyplomowych.

- Takie rozwiązanie jest znane w wielu krajach Europy - twierdzi prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego.

Studenci powstającej placówki będą mogli sami układać sobie program edukacyjny, by był dostosowany do ich planów zawodowych. W zajęciach będą też mogli uczestniczyć wyjątkowo zdolni licealiści, a nawet gimnazjaliści.

Chorzowskie centrum tak samo poważnie, jak do dydaktyki, zamierza podejść do badań naukowych. Już sprawdzono, że teren pod inwestycję (przekazany już Uniwersytetowi Śląskiemu) jest wolny od ruchów tektonicznych związanych np. z eksploatacją węgla, co pozwoli na niezakłóconą pracę aparatury naukowo-badawczej. Pomysłodawcy przedsięwzięcia chcą, by było ściśle związane z gospodarką Śląska i komercyjne współpracowało z tutejszymi firmami.

- W województwie śląskim już od wielu lat mamy do czynienia z niepokojącym zjawiskiem "nadprodukcji" humanistów - mówi Sergiusz Karpiński, przewodniczący Komisji Nauki, Edukacji i Kultury Sejmiku. - Mamy za to za mało inżynierów, informatyków czy matematyków.

Na kierunkach technicznych nie ma też zbyt bogatej oferty, a uczelnie mają bardzo standardowe oferty kształcenia. Jeśli Centrum powstanie i będzie miało najlepszą kadrę naukową w woj. śląskim, to łatwo będzie mogło sięgać po środki europejskie na badania.

- Jest bardzo wiele programów pomocowych, które umożliwiają zakup urządzeń badawczych - twierdzi Bogusław Śmigielski, marszałek woj. śląskiego. - Poza tym tego typu ośrodek doskonale wpisuje się w strategię rozwoju naszego regionu.

Pieniądze na nową uczelnię mają pochodzić z czterech źródeł: 64 miliony złotych ma dać budżet państwa (w praktyce Ministerstwo Szkolnictwa Wyższego i Nauki, które na takie przedsięwzięcia ma środki unijne), 4 mln zł wyłoży gmina Chorzów, 15 mln zł Uniwersytet Śląski, a pozostałe 20 mln Sejmik.

Witold Pustułka
  Zadania z matury a matematyki 2007 05 14
Witam!

| Daleki jestem od wyznawania wszelakich teorii spiskowych, w ktorych tak
| lubuje sie obecny polski rzad, ale czasem faktycznie nie potrafie oprzec
| sie wrazeniu, ze to co sie dzieje z polska oswiata ma znamiona
| swiadomego i konsekwentnego niszczenia
E, nie, jakie tam "zamierzone i świadome". Polscy politycy myślą
w kategoriach najbliższej konferencji prasowej, najbliższego sondażu,
ci najbardziej dalekowzroczni - najbliższych wyborów.


Przegladajac stare podreczniki odnosze wrazenie, ze stan permanentnej
reformy oswiaty zaczal sie gdzies w poczatkach lat 80... ograniczajac
sie tylko do matematyki, dzisiejsze wymagania stawiane maturzystom to
jakies 30% programu z lat 70-tych wg. podrecznika Leitnera i Zakowskiego
'Matematyka dla kandydatow na wyzsze uczelnie techniczne'. Tak wiec
dorazne interesy politykow mozna obarczyc tylko czescia odpowiedzialnosci.

| Kiedy ministrem edukacji zostal pan Handke, wydawalo sie, ze nizej juz
| upasc nie mozna

Skąd taka niechęć do Handkego? Nie jestem specjalistą od organizacji
nauczania, ale wydaje mi się, że "jego" reforma nie była w założeniach
całkowicie zła


O, to ta reforma w ogole miala jakies zalozenia...? Poza, oczywiscie,
zalozeniem zmniejszenia wydatkow budzetowych na szkoly...

Ja takze nie jestem specjalista od ogranizazji nauczania, pisze wiec
wylacznie o swoich odczuciach i wrazeniach. Pan Handke, jako minister i
glowny architekt reformy, jest odpowiedzialny za jej przebieg i skutki;
zauwazyles, ze reformy oswiaty zawsze wchodza w zycie z pewnym
opoznieniem -- skutki tej reformy zaczely byc odczuwalne juz pod koniec
jego urzedowania, gdy nagle okazalo sie, ze nikt nie pomyslal o zrodlach
finansowania przemian, co w rezultacie doprowadzilo do dymisji pana
Handkego, zas apogeum chaosu nastapilo za kadencji jego nastepcow: pana
Wittbrodta i pani Lybackiej...

Po pierwsze twierdze, ze prognozy pana Handkego mowiace, ze 80%
populacji ma uzyskac wyksztalcenie srednie, sa wyssane z palca. Wedlug
badan psychologow (ze zrodel dostepnych pod reka w Internecie -- W.
Panek, 'Zroznicowania intelektualne w populacji uczniow i opieka nad
uzdolnionymi', Bialystok 1990) 7% uczniow jest szczegolnie uzdolnionych,
24% zdolnych, 38% przecietnych, 24% slabych, 7% bardzo slabych. Mozna
wiec optymistycznie zalozyc, ze 50% uczniow bedzie w stanie uzyskac
mature, a dalszych 15% ukonczy z trudnoscia szkole srednia. Jakie
zalozenia przyjal tu reformator...?

Po drugie -- po czesci w swietle powyzszego akapitu -- nie rozumiem
zalozenia likwidacji szkolnictwa zawodowego i technikow.

Po trzecie, za bledna uwazam koncepcje przekazania wladzy nad szkolami
samorzadom. Oczywiscie, chodzilo o oszczednosci -- ale samorzady nie
dosc, ze nie maja pieniedzy, to nie maja na ogol wizji dalekosieznego
rozwoju szkoly, jej ponadlokalnego znaczenia i uzalezniaja jej funkcje
od wlasnych mozliwosci finansowych i wlasnych wyobrazen o spolecznej
funkcji szkoly, czestokroc pozbawiajac jej jakichkolwiek funkcji poza
czysto dydaktycznymi. Skutki sa na ogol oplakane i niekoniecznie
wynikaja ze zlej woli, czesto po prostu z braku kwalifikacji. Jakie
zalozenia przyjal reformator, ktory nie potrafil tego przewidziec...?

Po czwarte uwazam, ze nie okreslono ram czasowych i etapow wprowadzania
reformy, w szczegolnosci niepojete jest dla mnie jak mozna bylo zaczynac
reforme 'od dolu', bez zsynchronizowania z reforma szkol wyzszych, z
wyksztalceniem i doskonaleniem kadry nauczycielskiej i organizacji
edukacyjnych, od ktorych, w moim mniemaniu, reforma winna sie rozpoczac.
 Jakie zalozenia przyjal reformator, ktory nie potrafil tego przewidziec...?

Po piate sadze, ze reforma byla bublem legislacyjnym -- wspomne tylko
wprowadzenie w zycie Karty Nauczyciela bez przepisow wykonawczych,
przerwanie nauczycielom w wyniku nowelizacji Karty procedury zdobywania
stopni specjalizacji, koszmarne wrecz zbiurokratyzowanie procesu awansu
zawodowego nauczyciela (slynne Plany Rozwoju Zawodowego), przy
jednoczesnym przyspieszeniu sciezki awansu dla etatowych dzialaczy
zwiazkowych, wprowadzenie kryterium 'nienaganna postawa moralno -
etyczna' itd. Jakie zalozenia przyjal tu reformator...?

Po szoste, jakie zalozenia przyjal reformatol, pardon, reformator,
projektujac finansowanie reformy? Czy obiecujac nauczycielom przecietne
wynagrodzenie na poziomie rownowartosci $1,000 byl swiadom, ze za jego
kadencji (2000 rok) naklady na inwestycje oswiatowe wynosily 21% tego,
co 10 lat przedtem? Jakie zalozenia przyjal wiedzac, ze w 2001 roku
procent PKB na oswiate wyniosl 2.97? (nawiasem mowiac, procent ten stale
maleje -- w 2006 roku bylo to 2.87%, w 2007 ma byc 2.79%; zrodlo:
http://www.wittbrodt.pl/).

Po siodme, ktore to zalozenia doprowadzily do wykonczenia opieki
medycznej i stomatologicznej w szkolach, konsekwencja ktorych zalozen
jest zmniejszenie w latach 1998-200 liczby szkol podstawowych o ok.
2550, jakie zalozenia doprowadzily do tego, ze szkola w Polsce jest
najdluzej w ciagu doby zamknietym budynkiem uzytecznosci publicznej w
Europie...?

I tak dalej, i tak dalej...

  Kształcenie na dwóję
Czy system oświaty uwziął się na geniuszy?

Wielu wybitnych ludzi zalicza lata szkolne do najmniej udanych w swoim życiu. Nauczyciel nie tylko nie odkrył ich potencjału, ale przykleił im etykietkę lenia i nieudacznika.

Z pewnością słyszeliście historie o ludziach, którzy z trudem przebrnęli przez szkołę, a potem odnosili wielkie sukcesy. Szukając własnej drogi życiowej osoby te odrzuciły tradycyjną ścieżkę kształcenia akademickiego. Francuski pisarz Daniel Pennac powraca do debaty na temat kryzysu szkolnictwa w swej książce "Chagrin d'école" (Szkolny smutek) opublikowanej niedawno w Hiszpanii. Opisuje w niej szczegółowo wszystkie etapy własnej kariery, począwszy od kiepskiego ucznia do odnoszącego sukcesy pisarza i cenionego wykładowcy.



Podobnie jak Daniel Pennac swoje szkolne lata wspomina amerykański pływak Michael Phelps, zdobywca kilku złotych medali na ostatnich igrzyskach olimpijskich. Zawodnik wyznaje, że wchodząc na podium pomyślał w pierwszej kolejności o "nauczycielce, która mówiła mi, że niczego nie osiągnę, że nigdy nie zdołam się wystarczająco skoncentrować".

Martin Amis wydał w Hiszpanii zbiór esejów o Ameryce "El infierno imbécil" (Piekło idioty, tytuł oryginału "Moronic Inferno: And Other Visits to America" – przyp. Onet), będący wnikliwą analizą amerykańskiego społeczeństwa z lat 80. Dziś Amis jest cenionym pisarzem, znanym na całym świecie. Jednak tę ścieżkę kariery wybrał dopiero wtedy, gdy jego macocha, powieściopisarka Elizabeth Jane Howard, opowiedziała mu o życiu i twórczości angielskiej pisarki Jane Austin będącej samoukiem. Można powiedzieć, że Amis ukończył studia zachęcony przykładem osoby, która urodziła się dawno temu na wiejskiej plebani i sama zdobywała wykształcenie na odciętej od świata prowincji.

Wszyscy wiemy, że Albert Einstein miał kłopoty w szkole. Rzeczywiście, droga, jaką przeszedł – od kiepskiego ucznia do geniusza – stanowi przykład wręcz podręcznikowy. Ale może to nie było dokładnie tak? Dlaczego w takim razie tyle mówi się o szkolnych niepowodzeniach Einsteina? Być może dlatego, że jako dziecko bardzo późno zaczął mówić i jego rodzina była przekonana, iż jest opóźniony w rozwoju. Tymczasem on sam opowiadał później, że mając trzy lub cztery lata chciał od razu mówić pełnymi zdaniami, ćwiczył je po cichu i dopiero kiedy uznał, że są poprawne, wypowiadał je na głos.

W wieku piętnastu lat Einstein czytał ze zrozumieniem pisma Kanta i prace naukowe z dziedziny fizyki i wyższej matematyki. Próbował dostać się na politechnikę w Zurychu mając szesnaście lat, ale oblał egzaminy z języka obcego i z biologii, choć z innych przedmiotów uzyskał doskonałe oceny. Będąc już na studiach rzadko przychodził na wykłady, jego przyjaciel Grossman pożyczał mu notatki. On sam najczęściej przesiadywał w laboratorium fizycznym.

Czasami sytuacja się odwraca i ci z ostatniej ławki pierwsi docierają do mety, choć w zupełnie innym wyścigu. Nie można tłumaczyć wszystkiego kryzysem w szkolnictwie i odejściem od pewnych wartości – twierdzi profesor Victoria Camps, wykładająca filozofię moralności. – Zamiast naprawdę zreformować szkolnictwo i pozwolić nauczycielom wykonywać swoją pracę, zamiast wspierać autorytet wykładowcy, dziś stale się go kwestionuje i krytykuje bardziej niż kiedykolwiek – twierdzi Camps. Najgorsze jest to, dodaje specjalistka w dziedzinie psychopedagogiki Maria Jesús Comellas, że "tę nadopiekuńczość wobec dzieci zwykle tłumaczy się miłością".

Victoria Camps, autorka książki "Creure en l'educació" (Wierzyć w edukację) uważa, że zbyt często uczeń jest dla swoich rodziców "królem, jedynym i nietykalnym". Jej zdaniem najgorzej radzą sobie w szkole dzieci pochodzące z rodzin o niskiej pozycji społeczno-kulturowej i ekonomicznej. System nauczania nie niweluje tych różnic, toteż on właśnie "staje się głównym winowajcą". Ujednolicenie szkolnego programu sprawia, że "szkoła nie jest w stanie zaspokoić indywidualnych potrzeb każdego ucznia".

W literaturze, sporcie, nauce, wszędzie znajdujemy kolejne przykłady osób, które odniosły sukces mimo wcześniejszych niepowodzeń szkolnych. Moglibyśmy stworzyć całe listy sławnych ludzi, którzy z winy (a może dzięki) dysleksji byli zmuszeni zmienić swoje plany na przyszłość. Pisarze tacy jak Rudyard Kipling, Hans Christian Andersen, Gustaw Flaubert, Agatha Christie czy Ernest Hemingway. Artyści Pablo Picasso, Vincent Van Gogh, Auguste Rodin, Leonardo Da Vinci i Wolfgang Amadeusz Mozart. Politycy takiego kalibru jak Winston Churchill, Nelson Rockefeller i Dwight D. Eisenhower. Ludzie nauki Izaak Newton, Thomas Alva Edison, Karol Darwin, Galileusz i Ludwik Pasteur. Przedsiębiorcy Bill Gates i Henry Ford. Aktorzy tacy jak Marlon Brando czy Jack Nicholson. Kiedy Michael Phelps miał dziewięć lat, stwierdzono u niego zespół ADHD. Wielu młodym ludziom odniesienie sukcesu uniemożliwiły niezdiagnozowane problemy ze słuchem.

– Wszyscy pracują na sukcesy lub niepowodzenia szkolne. Wina bądź zasługa nie leży wyłącznie po stronie uczniów i nauczycieli, ale także instytucji i całego społeczeństwa – uważa Jaume Cela, dyrektor szkoły podstawowej Bellaterra przy Autonomicznym Uniwersytecie Barcelony. – Najmniejszą winę ponosi sam uczeń, gdyż jego szkolne niepowodzenia to nic innego jak skutek klęski dorosłych: stworzyli oni świat niezdolny sprostać potrzebom młodzieży.

To, jak oceniają nas inni, nie zawsze zmienia się w miarę, jak zaczynamy odnosić sukcesy. Daniel Pennac wyznaje w swojej książce, że mimo upływu lat (a przekroczył już sześćdziesiątkę) i mimo jego licznych sukcesów zawodowych matka, stuletnia staruszka, wciąż jest przekonana, że ma syna nieuka.

Źródło: La Vanguardia
  Warto przeczytać
Nowe pomysły na nowy rok

Szkoła ma być lepsza

Polakom podobają się propozycje zmian w oświacie

Zwiększenie dyscypliny, wprowadzenie mundurków szkolnych i powtarzanie klasy za najniższą ocenę z zachowania - takie zmiany czekają dzieci, rodziców i nauczycieli. Dzisiaj nowy rok szkolny rozpoczyna w Małopolsce 512 tys. uczniów.

Minister edukacji Roman Giertych zapowiada wprowadzenie w tym roku ostrzejszej dyscypliny w szkołach. Wyodrębnione zostaną placówki "pod szczególnym nadzorem pedagogicznym", gdzie nauczyciele mają z uczniami więcej kłopotów. "Chodzi o to, by zdyscyplinować tych, którzy posuwają się do poniżania nauczycieli i nie pozwalają innym korzystać z prawa do spokojnej nauki" - wyjaśnia ministerstwo na swojej stronie internetowej.

W resorcie został powołany specjalny zespół, który ma przygotować propozycje zmian prawnych pozwalających skutecznie wprowadzać dyscyplinę. Projekty mają być gotowe za trzy tygodnie.

Dyscyplinę ma zwiększyć także wprowadzenie nowych zasad dotyczących oceny z zachowania. Żadne konsekwencje nie groziłyby tylko za pierwszą naganną ocenę. Jeśli powtórzyłaby się w następnym roku, rada pedagogiczna decydowałaby o tym, czy uczeń może przejść do następnej klasy. Kolejna trzecia ocena negatywna nie dawałaby już radzie możliwości decydowania; uczeń automatycznie zostawałby w tej samej klasie na drugi rok.

- Jeśli uczeń trzeciej klasy gimnazjum dostałby trzeci raz ocenę naganną, oznaczałoby to, że nie ukończył szkoły. Podobnie byłoby w przypadków uczniów klas maturalnych - nie zostaliby dopuszczeni do matury. To bardzo ostre restrykcje. Nie zostały jeszcze wprowadzone, na razie gotowy jest tylko projekt rozporządzenia. Minister zapowiada, że podpisze je we wrześniu - mówi Janusz Szklarczyk, dyrektor Wydziału Kształcenia Ponadgimnazjalnego i Ustawicznego krakowskiego kuratorium.

Minister Giertych zachęca w tym roku dyrektorów szkół do wprowadzania mundurków dla uczniów. Jego zdaniem "nie tylko zwiększą bezpieczeństwo w szkołach i wprowadzą ład w ubiorze, ale staną się piękną tradycją i dumą każdej szkoły". Na razie jednak mundurki nie są obowiązkowe.

Bezpieczeństwo w szkołach ma zwiększyć także wprowadzenie we wszystkich placówkach komputerowego monitorowania budynków. W szkolnych komputerach mają zostać zainstalowane programy zabezpieczające przed treściami pornograficznymi i pedofilskimi.

Minister obiecuje także "uzdrowienie polskiej szkoły". Zamierza wprowadzić lekcje wychowania patriotycznego, nadzorować przygotowanie nowych podręczników do nauki historii i języka polskiego oraz opracować "narodowy program wyjazdów młodzieży do miejsc historycznych i miejsc pamięci narodowej". W resorcie powołano również zespół, który ma zweryfikować kanon lektur szkolnych.

Nauczycielom minister obiecuje natomiast podniesienie prestiżu zawodu, podwyżki i zniesienie biurokracji utrudniającej rozwój zawodowy.

Z badań opinii społecznej zleconych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej wynika, że większość społeczeństwa zadowolona jest z propozycji takich zmian w oświacie. Najlepiej oceniony został pomysł zabezpieczenia komputerów (90 proc. badanych uznało, że jest dobry albo bardzo dobry). Tylko 40 proc. Polaków spodobał się natomiast pomysł wprowadzenia lekcji wychowania patriotycznego, a 42 proc. uznało, że dzięki mundurkom szkolnym w szkołach będzie bezpieczniej.

70 proc. badanych zadowolonych jest z propozycji ujednolicenia podręczników szkolnych i zmniejszenia ich cen. Pomysł ten wzbudza jednak protesty księgarzy i wydawców. Według nich za tańsze podręczniki zapłacą wszyscy podatnicy.

Przeciwko programowi "tanie podręczniki" zaprotestowała Polska Izba Książki. "Bardzo niepokoi, że minister Giertych zyskał dla swoich planów poparcie prezydenta RP, który osobiście chce kierować komisją podręcznikową. Komisja ta swój przedmiot zainteresowania ograniczyła tylko do przedmiotów humanistycznych. Ten wybór wyraźnie wskazuje na chęć wpływania na treść podręczników. Takie polityczne sterowanie kształceniem młodzieży wyraźnie odnosi nas do niechlubnej przeszłości" - pisze Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

W tym roku nacisk ma zostać położony także na nauczanie języków obcych. 76 proc. szkół z województwa małopolskiego będzie wprowadzać język angielski do klas pierwszych szkół podstawowych za pieniądze z budżetu państwa. W większości tych szkół angielski już był nauczany, ale za pieniądze samorządów. W roku 2007-2008 ma być wprowadzony dodatkowy egzamin z języka obcego na zakończenie gimnazjum. Także wtedy matematyka stanie się obowiązkowa na maturze.

AGNIESZKA MAJ

W całym województwie małopolskim działa 1365 szkół podstawowych, 612 gimnazjów, 274 szkoły ponadgimnazjalne i 76 specjalnych. W ubiegłym roku samorządy zlikwidowały 31 placówek, głównie z powodu braku naboru, w tym samym czasie powstało 80 nowych.Z powodu niżu demograficznego do klas pierwszych szkół podstawowych trafi w tym roku około 10 tys. dzieci mniej niż poprzednio. Z pracy odejdzie około 1 tys. nauczycieli; 129 dlatego, że nie uzupełnili swoich kwalifikacji.
Kalendarz roku szkolnego 2006-2007

* rozpoczęcie roku szkolnego - 4 września

* zimowa przerwa świąteczna - 23-31 grudnia

* pisemne egzaminy dojrzałości w sesji zimowej (język polski i drugi przedmiot) - 15 i 16 stycznia

* ferie zimowe:

15 stycznia - 28 stycznia: woj. kujawsko-pomorskie, lubuskie, małopolskie, świętokrzyskie, wielkopolskie,

22 stycznia-4 lutego: woj. podlaskie,

29 stycznia-11 lutego: woj. dolnośląskie, łódzkie, mazowieckie, opolskie, zachodnio pomorskie,

12-25 lutego: woj. lubelskie, podkarpackie, pomorskie, śląskie, warmińsko-mazurskie

* wiosenna przerwa świąteczna - 5-10 kwietnia

* sprawdzian po szkole podstawowej - 12 kwietnia, dodatkowy termin - 5 czerwca

* egzamin po gimnazjum - 24 kwietnia część humanistyczna, 25 kwietnia część matematyczno-przyrodnicza, dodatkowy termin: 5 i 6 czerwca

* pisemne egzaminy dojrzałości:

język polski - 8 maja

drugi przedmiot - 9 maja

* dni wolne od zajęć - 2 maja i 8 czerwca oraz dodatkowo 4 maja, ale po odpracowaniu

* zakończenie roku szkolnego - 22 czerwca (AM) (Dziennik Polski)
  Kształcenie na dwóję...
Kształcenie na dwóję

Wielu wybitnych ludzi zalicza lata szkolne do najmniej udanych w swoim życiu. Nauczyciel nie tylko nie odkrył ich potencjału, ale przykleił im etykietkę lenia i nieudacznika. Czy system oświaty uwziął się na geniuszy?

Z pewnością słyszeliście historie o ludziach, którzy z trudem przebrnęli przez szkołę, a potem odnosili wielkie sukcesy. Szukając własnej drogi życiowej osoby te odrzuciły tradycyjną ścieżkę kształcenia akademickiego. Francuski pisarz Daniel Pennac powraca do debaty na temat kryzysu szkolnictwa w swej książce „Chagrin d'école” (Szkolny smutek) opublikowanej niedawno w Hiszpanii. Opisuje w niej szczegółowo wszystkie etapy własnej kariery, począwszy od kiepskiego ucznia do odnoszącego sukcesy pisarza i cenionego wykładowcy.

Podobnie jak Daniel Pennac swoje szkolne lata wspomina amerykański pływak Michael Phelps, zdobywca kilku złotych medali na ostatnich igrzyskach olimpijskich. Zawodnik wyznaje, że wchodząc na podium pomyślał w pierwszej kolejności o „nauczycielce, która mówiła mi, że niczego nie osiągnę, że nigdy nie zdołam się wystarczająco skoncentrować”.

Martin Amis wydał w Hiszpanii zbiór esejów o Ameryce „El infierno imbécil” (Piekło idioty, tytuł oryginału „Moronic Inferno: And Other Visits to America” – przyp. Onet), będący wnikliwą analizą amerykańskiego społeczeństwa z lat 80. Dziś Amis jest cenionym pisarzem, znanym na całym świecie. Jednak tę ścieżkę kariery wybrał dopiero wtedy, gdy jego macocha, powieściopisarka Elizabeth Jane Howard, opowiedziała mu o życiu i twórczości angielskiej pisarki Jane Austin będącej samoukiem. Można powiedzieć, że Amis ukończył studia zachęcony przykładem osoby, która urodziła się dawno temu na wiejskiej plebani i sama zdobywała wykształcenie na odciętej od świata prowincji.

Wszyscy wiemy, że Albert Einstein miał kłopoty w szkole. Rzeczywiście, droga, jaką przeszedł – od kiepskiego ucznia do geniusza – stanowi przykład wręcz podręcznikowy. Ale może to nie było dokładnie tak? Dlaczego w takim razie tyle mówi się o szkolnych niepowodzeniach Einsteina? Być może dlatego, że jako dziecko bardzo późno zaczął mówić i jego rodzina była przekonana, iż jest opóźniony w rozwoju. Tymczasem on sam opowiadał później, że mając trzy lub cztery lata chciał od razu mówić pełnymi zdaniami, ćwiczył je po cichu i dopiero kiedy uznał, że są poprawne, wypowiadał je na głos.

W wieku piętnastu lat Einstein czytał ze zrozumieniem pisma Kanta i prace naukowe z dziedziny fizyki i wyższej matematyki. Próbował dostać się na politechnikę w Zurychu mając szesnaście lat, ale oblał egzaminy z języka obcego i z biologii, choć z innych przedmiotów uzyskał doskonałe oceny. Będąc już na studiach rzadko przychodził na wykłady, jego przyjaciel Grossman pożyczał mu notatki. On sam najczęściej przesiadywał w laboratorium fizycznym.

Czasami sytuacja się odwraca i ci z ostatniej ławki pierwsi docierają do mety, choć w zupełnie innym wyścigu. Nie można tłumaczyć wszystkiego kryzysem w szkolnictwie i odejściem od pewnych wartości – twierdzi profesor Victoria Camps, wykładająca filozofię moralności. – Zamiast naprawdę zreformować szkolnictwo i pozwolić nauczycielom wykonywać swoją pracę, zamiast wspierać autorytet wykładowcy, dziś stale się go kwestionuje i krytykuje bardziej niż kiedykolwiek – twierdzi Camps. Najgorsze jest to, dodaje specjalistka w dziedzinie psychopedagogiki Maria Jesús Comellas, że „tę nadopiekuńczość wobec dzieci zwykle tłumaczy się miłością”.

Victoria Camps, autorka książki „Creure en l'educació” (Wierzyć w edukację) uważa, że zbyt często uczeń jest dla swoich rodziców „królem, jedynym i nietykalnym”. Jej zdaniem najgorzej radzą sobie w szkole dzieci pochodzące z rodzin o niskiej pozycji społeczno-kulturowej i ekonomicznej. System nauczania nie niweluje tych różnic, toteż on właśnie „staje się głównym winowajcą”. Ujednolicenie szkolnego programu sprawia, że „szkoła nie jest w stanie zaspokoić indywidualnych potrzeb każdego ucznia”.

W literaturze, sporcie, nauce, wszędzie znajdujemy kolejne przykłady osób, które odniosły sukces mimo wcześniejszych niepowodzeń szkolnych. Moglibyśmy stworzyć całe listy sławnych ludzi, którzy z winy (a może dzięki) dysleksji byli zmuszeni zmienić swoje plany na przyszłość. Pisarze tacy jak Rudyard Kipling, Hans Christian Andersen, Gustaw Flaubert, Agatha Christie czy Ernest Hemingway. Artyści Pablo Picasso, Vincent Van Gogh, Auguste Rodin, Leonardo Da Vinci i Wolfgang Amadeusz Mozart. Politycy takiego kalibru jak Winston Churchill, Nelson Rockefeller i Dwight D. Eisenhower. Ludzie nauki Izaak Newton, Thomas Alva Edison, Karol Darwin, Galileusz i Ludwik Pasteur. Przedsiębiorcy Bill Gates i Henry Ford. Aktorzy tacy jak Marlon Brando czy Jack Nicholson. Kiedy Michael Phelps miał dziewięć lat, stwierdzono u niego zespół ADHD. Wielu młodym ludziom odniesienie sukcesu uniemożliwiły niezdiagnozowane problemy ze słuchem.

– Wszyscy pracują na sukcesy lub niepowodzenia szkolne. Wina bądź zasługa nie leży wyłącznie po stronie uczniów i nauczycieli, ale także instytucji i całego społeczeństwa – uważa Jaume Cela, dyrektor szkoły podstawowej Bellaterra przy Autonomicznym Uniwersytecie Barcelony. – Najmniejszą winę ponosi sam uczeń, gdyż jego szkolne niepowodzenia to nic innego jak skutek klęski dorosłych: stworzyli oni świat niezdolny sprostać potrzebom młodzieży.

To, jak oceniają nas inni, nie zawsze zmienia się w miarę, jak zaczynamy odnosić sukcesy. Daniel Pennac wyznaje w swojej książce, że mimo upływu lat (a przekroczył już sześćdziesiątkę) i mimo jego licznych sukcesów zawodowych matka, stuletnia staruszka, wciąż jest przekonana, że ma syna nieuka.
 



Matematyka klas IV Zadania
matematyczne zagadki rysunkowe
Matematyka ciekawe tematy
matematyka dyskretna pdf
Matematyka gimnazjum klasa 1
Matematyka klasaIV Sprawdziany
Matematyka poza szkołą
Matematyka stosowana AGH
Matematyka Test kometencji
Matematyka Trygonometria matura
matematycy świata
matematyczna Gazetka
Matematyczne żarty
MATEMATYKA ON-LINE
MATEMATYKA OXFORD PLUS
  • jakie mam szanse zostac instruktorem fitnessu
  • rt2460 sterowniki wpa2
  • vihuela
  • arthur balfour
  • wozek z hot dogami forum